Atacama

Atacama

wpis w: Chile | 2

Jak zaplanowałem tak zrobiłem i cały zadowolony, z nowym namiotem pod pachą ruszyłem w trasę z Limy do Chile autostopem. Niestety szybko przekonałem się, że stopowanie w Peru nie jest tak łatwe, jak zakładałem i po dwóch dniach dosyć ślamazarnego przemieszczania się postanowiłem przerzucić się na autobus i dotrzeć nim do granicy, a stamtąd znowu spróbować swoich sił w łapaniu stopa. Pierwszą noc w Chile spędziłem na plaży w mieście Arica, gdzie poznałem chilijskich studentów również podróżujących po swojej ojczyźnie autostopem, zwanym tutaj „robieniem palca”, którzy wypełnili kilka stron w moim zeszycie chilijskim slangiem, abym mógł jako tako zrozumieć o co ludziom w tym kraju chodzi…(styczeń i luty jest tutaj okresem wakacyjnym, przez co niejednokrotnie na mojej trasie musiałem rywalizować z grupkami amatorów taniego podróżowania).

 

Kosmita

 

Na pierwszego litościwego kierowcę przyszło mi czekać w Chile dość długo. Żar, parówa, a ja robię ten palec już od 4 godzin i nic. Stwierdziłem jednak, że tego dnia się nie poddam i będę stał do wieczora. Na szczęście niedługo po moim postanowieniu zatrzymała się pewna kobieta i powiedziała, że normalnie to nie zabiera autostopowiczów, ale jej roczna córka ciągle ryczy i musi się nią zająć, więc jeśli potrafię prowadzić to mam wskakiwać za kółko i jedziemy. Po drodze okazało się, że jedzie dokładnie w tym samym kierunku co ja, więc 700km trasę, którą planowałem pokonać w 2 dni, udało mi się zrobić w jeden i to w dodatku jako kierowca, więc byłem podwójnie zachwycony. Potrójnie zachwycony byłem dopiero po dotarciu do San Pedro de Atacama, kiedy wyluzowana matka trojga oznajmiła, że prowadzi w tej mieścinie hostel i mogę spędzić w nim jedną noc za darmo.

 

San Pedro de Atacama

 

San Pedro de Atacama jest całkiem przyjemnym miasteczkiem, jednak strasznie zatłoczonym przez turystów, którzy przybywają tu tłumnie w celu podziwiania lagun, gejzerów, wulkanów itp. Mimo, że wszystko to wydaje się ciekawe, to ja postanowiłem odwiedzić tę pustynną mięścinę z innego powodu. Otóż w jej sąsiedztwie działa największy obecnie funkcjonujący projekt astronomiczny – obserwatorium ALMA. Składa się ono z 66 radioteleskopów znajdujących się na wysokości 5000 m. n.p.m., które mogą być ustawiane w różnych konfiguracjach, w zależności od prowadzonych obserwacji. Niestety już po moim przyjeździe dowiedziałem się, że wizyty w obserwatorium odbywające się tylko w soboty i niedziele, należy rezerwować z przynajmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Mimo tej podłamującej informacji, udałem się następnego dnia (w niedzielę) rano na przystanek, skąd odjeżdża autobus ze znajdującymi się na liście uczestnikami wycieczki, gdzie okazało się, że nie wszyscy którzy dokonali rezerwacji zjawili się o czasie i tym samym załapałem się na ostatnie miejsce w autobusie zmierzającym do tego cudu techniki i ludzkiej pomysłowości. Po dotarciu, zostałem wraz z innymi turystami zabrany na 2 godzinny spacer po „centrum dowodzenia”, gdzie przedstawiono nam historię obserwatorium, wyjaśniono jego funkcjonowanie oraz poinformowano o dokonanych odkryciach i prowadzonych obecnie obserwacjach. Jako miłośnik astronomii i wszystkiego co ma związek z kosmosem, słuchałem przewodnika z ogromnym zainteresowaniem i te dwie godziny minęły mi błyskawicznie.

 

Śpię sobie na pustyni

 

Moje kolejne „stopy” nie kazały czekać na siebie tak długo jak pierwszy i stopniowo przemieszczałem się w kierunku południowym, spędzając po drodze noce w namiocie na pustyni lub korzystając z „couchsurfingu”, jeżeli trafiłem do jakiegoś większego miasta. Mimo, że mój hiszpański ma się już całkiem nieźle to jednak zwątpiłem w swoje umiejętności w zderzeniu z chilijską rzeczywistością, czyli lokalnymi kierowcami ciężarówek. Chilijska odmiana hiszpańskiego ma to do siebie, że występuje w niej więcej niż gdziekolwiek indziej slangu, a mieszkańcy tego państwa mają w zwyczaju mówić szybko i „urywać końcówki” wyrazów (czyli podobnie jak ja w języku polskim!). Niejednokrotnie nie miałem pojęcia o czym opowiada kierowca, jednak nie dawałem nic po sobie poznać, tylko bacznie obserwowałem jego mimikę i gestykulację, aby wyczuć kiedy należy się zaśmiać, pokiwać z aprobatą głową lub wytrzeszczyć oczy z niedowierzaniem (czyli robiłem to co moi znajomi podczas rozmowy ze mną :D). W ten sposób przemierzyłem Atacamę – najsuchszą pustynię na świecie i dotarłem do Valle del Elqui – doliny będącej kolejnym punktem na mapie pasjonatów astronomii. Tam odwiedziłem tradycyjne obserwatorium, które tak naprawdę służyło jedynie turystyce i nie prowadzono w nim żadnych poważnych obserwacji. Przyjemnie jednak było przyjrzeć się Księżycowi, Jowiszowi oraz różnym gwiazdom i mgławicom – w szczególności, że nigdy wcześniej nie miałem okazji korzystać z tak dokładnego teleskopu ( w tym miejscu warto dodać, że ze względu na doskonałe warunki pogodowe występujące na pustyni Atacama, czyli ok. 330 bezchmurnych nocy w ciągu roku, w Chile znajduje się 50% światowych obserwatoriów).

 

DSCF3423
 

Po pożegnaniu się z krainą obserwatorów gwiazd udałem się do Valparaiso, będącym poniekąd stolicą sztuki ulicznej oraz na przestrzeni lat mekką chilijskich artystów. Położone nad oceanem miasto usiane wąskimi, wspinającymi się po górskim stoku uliczkami, przyozdobione jest w dużej mierze różnego rodzaju muralami, a nierzadko także bazgrołami lokalnych grafficiarzy. Jego wygląd oraz znajdujące się w nim knajpy i ich klientela bardzo przypadły mi do gustu i mogę sobie wyobrazić, że niejedna osoba odwiedzająca Valparaiso podzieli moje zdanie, a z jego mieszkańcami podzieli kilka butelek chilijskiego wina. Co do wina, które bardzo mi tu smakuje, to wymyśliłem sobie, że będę regularnie wypijał butelkę w poszukiwaniu tego najlepszego. Niestety zazwyczaj po jednej butelce mam ochotę na drugą i na drugi dzień już nie pamiętam jak smakowało, więc jest to poniekąd syzyfowa praca (jednak znacznie przyjemniejsza)…

 

Share

2 Odpowiedzi

  1. Szlafmycę szanującego się podróżnika powinny stanowić co najmniej dwie butelki dobrego wina:-) Jakoś te kolory tam dobrze się układają…i gwiazdy też…

  2. Panie San Pedro,
    Kosmos na Niebie, Kosmos na Ziemi,
    intensywność kolorów, co to potrafi rozjaśnić nawet tę koszmarną mglistą szarówę, która dzisiaj opanowała Trójmiasto,
    Atacama, namiot, kilka win i Droga Mleczna na wyciągnięcie dłoni,
    z paraiso do Valparaiso (mój hiszpański też jest nie najgorszy)
    poznałeś swój raj i trochę go nam sprzedałeś,
    i za to Ci dziękuję
    w miejscu, gdzie są takie wspaniałe murale muszę mieszkać wspaniali ludzie,
    tak samo jest na Zaspie:)
    a Twoje zdjęcie z trolejbusem już ściągnęła wikipedia,

Zostaw Komentarz