Agra

Agra

wpis w: Indie | 554

Do Agry przybyłem porannym ekspresem. Po raz pierwszy udało mi się dorwać miejsce przy oknie, więc miałem okazję popodziwiać nieco indyjskie krajobrazy. Pech chciał, że trasa pociągu przebiegała w głównej mierze przez pola uprawne, których widok podziałał na mnie usypiająco i z podróżnej drzemki wyrwałem się dopiero wjeżdżając do samej Agry. Miasto powitało mnie widokiem dziesiątkiem gołych dup świecących na torach, a właściwie nie dup, tylko twarzy ponieważ srający Hindusi byli zwróceni do mnie frontalnie. Okazuje się, że ubożsi mieszkańcy Indii traktują miejskie torowisko jako jeden wielki wychodek. Ze stoickim spokojem oczekują na kucaka na załatwienie swojej potrzeby, nierzadko prowadząc przy tym rozmowy telefoniczne i obserwując wjeżdżających do miasta podróżnych. Przy okazji warto wspomnieć o niesamowitej wytrwałości z jaką Hindusi spędzają czas w pozycji kucającej. Niejednokrotnie widziałem ich zbierających się w grupy, dyskutujących lub posilających się w takiej właśnie pozycji. Mi już po 5 minutach jest niewygodnie, natomiast oni, jak podejrzewam mogą przekucać całą noc… Całości obrazu dupe-łniały unoszące się na niebie latawce puszczane przez biegające po dachach dzieciaki. Wspaniałe zdjęcie bym zrobił, tylko szyba była brudna…..

 

Miejscowi
Miejscowi

 

W Agrze podobnie jak i w Jaipur za bardzo się nie przemęczałem i sporo czasu spędzałem w hostelu lub w restauracji „Sanya Palace”, która raczyła swoich klientów doskonałym widokiem na Taj Mahal. Degustowałem tam różnych specjałów kuchni indyjskiej i muszę przyznać, że całkiem się w nich rozsmakowałem. Próbowałem się także leczyć miejscowymi sposobami, czyli jedząc potrawy mocno doprawione curry i pijąc herbatę z imbirem. Niestety nie jestem w stanie stwierdzić, czy to właśnie te specyfiki, czy może jednak „gripex” przyczyniły się do późniejszej poprawy stanu mojego zdrowia. W pewnym momencie, w akcie desperacji i za namową nowo poznanego kolegi z RPA, zastosowałem kurację ziołem, ale przyniosła ona niestety tylko doraźne efekty.

 

Szpinak z kawałkami sera, czosnkiem i pomidorami zapodany na Roti, czyli chlebie w kształcie placka
Palak Paneer – Szpinak z kawałkami sera, czosnkiem i pomidorami zapodany na Roti, czyli chlebie w kształcie placka

 

Cholera…chciałbym jeszcze opisać jak zwiedzałem cudowne, idealnie symetryczne Taj Mahal, jak uczyłem się prowadzić tuk-tuka, jak poirytowany czekałem pół godziny w banku na wymianę dolarów, bo pani nie mogła znaleźć kalkulatora (nota bene wymieniałem stówkę, więc wystarczyło tylko przecinek o 2 miejsca w prawo przesunąć….) lub jak gnałem nocą na pociąg do sąsiedniego miasta mijając ciągnące się kilometrami chodniki wypełnione suszącymi się krowimi plackami, ale niestety późno już u mnie i chcę się trochę przespać przed jutrzejszym wyruszeniem w Himalaje. Chciałem jeszcze wrzucić tego posta przed opuszczeniem cywilizacji, ponieważ przez następne 3 tygodnie będę prawdopodobnie mięć kiepską łączność ze światem, więc nic się na tym blogu nie urodzi.

Dobranoc.

 

FacebookPinterestTwitterGoogle+

554 Odpowiedzi

  1. Klimaty jak zwykle świetne tylko przydało by się trochę Ciebie zobaczyć en face. dziewczyny masz tam piękne !Podobał mi się też gość w japonkach i skarpetkach.Pozdro od Mami. Kocha tęskni i czeka na wiadomości.Do usłyszenia jak gdzieś będzie zasięg na skype.

  2. Właśnie wyposażyliśmy się w Wielki o Wielki Atlas Świata całego, więc maniakalnie śledzę Twoją drogę, czyli Pokhara, najbliższe 8 tysięcy to chyba Manaslu, i jak już zgłębiłem, to pierwsze zimowe wejście było w 1984, i to Polacy, a jakże, i to bez butli tlenowych, gigant wyczyn!!!,
    Ale masz tam kolorowo, sam się zastanawiam czy nie wejść w fiolety, turkusy, pomarańcz, czy żółty, dość tej szarości, granatu i czerni!,
    I te ćwiczenia na torach, już do nas to doszło, podobno jeden Hindus zdecydował się sabotować Pendolino i już teraz kuca na węźle w Tczewie, oj ta globalizacja,
    I zrobiłeś zdjęcie talerza w restauracji, to Luk z miejsca zaczęł pichcić i teraz te zapachy z Grażyny aż do nas dochodzą,
    Co do napastnika od jazdy na słoniu, mogłeś zażartować, że specjalnie przejechałeś taki kawał drogi, żeby kupić słonia, ciekawe ile słoń kosztuje, albo położyć na stół ofertę, że zamienisz czystej krwi araba z Janowa Podlaskiego na czystej krwi słonia indyjskiego,

  3. Gogi, dzięki za przypomnienie tego kawałka KNŻ,
    Piter, mamy XXI więc i mam nadzieję, że na którymś 8 tysięczniku ktoś mądry zainstalował nadajnik z netem i nie będziemy musieli czekać aż 3 tygodni,
    a zdjęcia, to bez wazeliny, dobre bardzo, masz oko, łapiesz kadr, ten kto próbuje ambitnego pstrykania wie, że wcale łatwe to nie jest
    Pzdr

  4. Pełna zgoda z użytkownikiem Bubusie – Dziewczyny klassssa! I zachwycają modowo! Szał jest, efekt WOW osiągnięty- będę się inspirować. A propos dziewczyn: po Nepalu zdaję się planujesz Tajlandię. Pamiętaj, że niejedna Tajka może przy bliższym spotkaniu okazać się uroczym Tajem, więc zmiarkuj czy masz ochotę na takie trans-gresje.

    Kunio- mam dla Ciebie kilka wyrazistych propozycji na jesień/ zime 2015. Może skorzystasz z ktorejś i pokolorujesz nam wigilie?
    http://archirama.muratorplus.pl/lifestyle/niezwykla-moda-meska-od-belgijskiego-kreatora-kolorowe-garnitury-maski-z-horroru,70_1357.html#

    http://www.partybox.pl/prod_35746_garnitur-swieta-rozm.48

  5. ZIGGY Z KUTNOWSKIEGO SOHO

    Gogo Saint Laurent 😀
    moja wspaniała ikona modowa!
    Jak wspaniale „widzieć” tu całą rodzinę W. ! Szczególne pozdrowienia dla Pana Taty Janusza i Pani Mamy Uli z dalekiego Kutna:)
    A co do wpisu, to co tu gadać Pio, nuda, nuda i szary krajobraz:)
    :**

  6. Farsickboy dziwi mnie Twoje zdziwienie odnośnie możliwość kuckowych Hindusów. Z tego co wiem to sam dzierżysz rekord małej osady w dalekiej obecnie dla Ciebie Polsce 😉 a nad zdjęciami nie będę się już rozpływał bo to tu zbyt popularne ale bardzo się podobać mogą 🙂

  7. Trudno utrzymać w tajemnicy historię która stała się legendą.. Ale obiecuję nie opowiadać pókim trzeźwy 😀

Zostaw Komentarz