Ekwadorski zastój

Ekwadorski zastój

wpis w: Ekwador | 4

Będąc w Medellin usłyszałem od napotkanych podróżników o stronie workaway.info, na której można znaleźć oferty pracy dla wolontariuszy. Oprócz klasycznych wolontariatów jak praca w szkołach, schroniskach czy na farmach u przedstawicieli lokalnych społeczności, można także popracować jako wolontariusz w hostelu, ponieważ niejeden rzutki przedsiębiorca zwietrzył w tej stronie źródło taniej siły roboczej. Jako, że moja biegłość w posługiwaniu się hiszpańskim znacznie odbiegała od satysfakcjonującego poziomu, postanowiłem zatrzymać się na miesiąc w stolicy Ekwadoru i popracować w jednym z hosteli za zakwaterowanie i wyżywienie, a wolny czas wykorzystać na naukę, aby już w dalszej podróży nie mieć problemów z komunikacją.

 
DSCF2619 

Quito jest całkiem przyjemnym miastem, położonym w dolinie na wysokości ok. 2850m. z piękną kolonialną starówką i dziesiątkami parków, odwiedzanych licznie przez jego mieszkańców w każdą niedzielę. Niedziela jest również ulubionym dniem wszystkich rowerzystów, ponieważ tego dnia wiele ulic zostaje zamkniętych dla ruchu samochodowego i przekształconych w szlaki pieszo-rowerowe. Poniedziałki należą do miłośników prezydenta, bo właśnie tego dnia wychodzi on na balkon swojego pałacu i macha do zgromadzonych na placu rozentuzjazmowanych poddanych (tych wykazujących się mniejszym entuzjazmem i próbujących wykrzykiwać obraźliwe hasła, do porządku doprowadzają kiepsko wtapiający się w tłum pracownicy secret service). Środa żadnych specjalnych atrakcji nie oferuje, więc można z czystym sumieniem wybrać się autobusem na równik i zaliczyć zdjęcie w rozkroku. Przejazd komunikacją miejską w Ameryce Południowej to zawsze cudowne przeżycie, bo każdorazowo dostarcza nam różnorakich wrażeń. Od tych najzwyklejszych jak częste przypadki kradzieży, przez występy artystyczne lokalnych grajków (zarówno profesjonalistów z mikrofonem i zawieszonym na szyi głośnikiem, jak i zupełnych amatorów spełniających się muzycznie na grzebieniu) po wszelkiej maści sprzedawców żywności, kadzidełek, perfum, zegarków i tym podobnych. Czwartek to ostatnia okazja, aby odwiedzić jedną z wielu mniej lub bardziej interesujących wystaw dzieł sztuki, ponieważ nieubłaganie zbliża się piątek, który zaprowadzi nas do imprezowej dzielnicy Mariscal, zwanej przez miejscowych (ze względu na mnogość występujących tu obcokrajowców) Gringolandią. Na imprezach (i nie tylko) warto mieć baczenie na zabierane ze sobą kosztowności – ja nie miałem i swojego telefonu już nigdy więcej nie widziałem. W sobotę dobrze jest uleczyć kaca posilając się na centralnym ryneczku, w szczególności polecam okonia morskiego – przepyszny.

 
DSCF2460 

Pewnego poniedziałku, zamiast udać się na plac pomachać prezydentowi, stwierdziłem, że wybiorę się zobaczyć wulkan Quilotoa wraz z kraterem, w którym znajduje się głębokie na 250m jezioro. Widoki jak można się domyślić cud miód, jednak jeszcze bardziej od laguny podobała mi się odwiedzona po drodze chłopska chata. Mała, jednopokojowa chatka w górach zapewniała schronienie nie tylko jej właścicielowi z rodziną, ale także zastępowi 150 świnek morskich biegających po jej wnętrzu. Jak wyjaśnił mi górski rolnik, każdą z nich po osiągnięciu dojrzałości może sprzedać za 10$, co daję łącznie sumę 1500 dolarów walających się po podłodze. Resztę dochodów czerpie ponoć z uprawy 25 gatunków ziemniaków…

 
DSCF2574 

Jako, że pracowałem w Quito na przełomie grudnia i stycznia to miałem okazję spędzić tam sylwestra. Impreza jak impreza, jednak 2 aspekty wyróżniają ją na tle innych zabaw noworocznych. Po pierwsze Ekwadorczycy mają w zwyczaju z tej okazji palić kukły symbolizujące stary rok – coś na kształt naszego topienia Marzanny, a po drugie mężczyźni przebierają się tej nocy za kobiety, co powoduje, że sylwester jest jednym wielkim queer party. Mimo, że był to sylwester, to imprezy w klubach skończyły się dosyć szybko i sporą część nocy spędziłem przed jednym ze sklepów wraz z grupą localesów tańczących i skaczących przez rozpalone na środku ulicy ognisko….

 
DSCF2646 

Po opuszczeniu Quito odwiedziłem jeszcze piękny region wulkanu Cotopaxi i kilka miast i miasteczek znajdujących się na mojej drodze , takich jak oblegane przez miłośników sportów prawie ekstremalnych Banos czy kolonialne Cuenca. Jednak jako, że spieszyło mi się już trochę do Peru ( przede wszystkich ze względu na przystępniejsze ceny) to postanowiłem odpuścić sobie ekwadorskie wybrzeże i ruszyć prosto na południe.

 

Share

4 Odpowiedzi

  1. Nieźle tam się bujasz:-)

  2. Hej,
    Wyobraź sobie P., że kilka dni temu okonia morskiego z falklandów (podobno) kupiliśmy z Tereską C. na ryneczku w Kolbudach , faktycznie smaczny !
    Foty jak zawsze rewelka !!!
    Pozdrowionka lm

  3. Nina na mapie wciąż umejscawia Cie w Quito choć wczoraj zawolała Twoim imieniem za nieznajomym 🙂 :*

Zostaw Komentarz