Khmerzy

Khmerzy

wpis w: Kambodża | 5

Gnębiąca mnie choroba pokrzyżowała nieco moje kambodżańskie plany i zamiast rozpocząć podróżowanie od leżących na północnym-wschodzie mniej cywilizowanych regionów, udałem się wprost do Siem Reap, aby poddać się lekarskiej diagnozie. Lokalny znachor stwierdził, że jestem „unwell” i wysłał mnie na badanie krwi, które szczęśliwie wykluczyło malarie i inne tropikalne świństwa. Wyposażony w zestaw witamin i paracetamol spędziłem dwa dni w hostelu, gdzie oprócz choroby dręczyła mnie również lokalna kolonia pluskw. Gdy poinformowałem o tym właściciela noclegowni, ten nie okazując specjalnego zaskoczenia wręczył mi maść łągodzącą skutki ugryzień oraz klucze do innego pokoju, lecz niestety okazało się, że ów pokój opanowany był przez rywalizującą kolonię. Nie mając żadnego doświadczenia w walce z pluskwami próbowałem początkowo stawiać im czoła psikając się środkiem na komary oraz sypiając w spodniach i bluzie, lecz pluskwy nic sobie z tego nie robiły i dalej gryzły mnie w najlepsze. Okropnie jest kłaść się spać ze świadomością, że lada moment staniemy się żerowiskiem tego paskudztwa i nic nie możemy z tym zrobić…..

 

DSCF0406

 

Po odzyskaniu pełni sił udałem się na zwiedzanie kompleksu Angkor będącego bezsprzecznie najbardziej imponującym zespołem świątyń w tej części świata. Wybudowany w okresie pomiędzy IX a XIV wiekiem, poświęcony przez większość swojego istnienia bóstwom hinduskim, lecz w pewnych latach również buddyzmowi, służył za stolicę Imperium Khmerskiego. Z tej niegdyś tętniącej życiem stolicy pozostały „jedynie” świątynie i mury obronne, ponieważ pałace oraz inne budynki świeckie budowano z nie potrafiącego przetrwać próby czasu drewna – kamień był zarezerwowany bogom. Największą i najbardziej znaną z setek rozrzuconych na obszarze około 400 km2 świątyń jest Angkor Wat – wybudowana w XII wieku ku czci bóstwa Vishnu. Oprócz jej rozmiarów ogromne wrażenie robią pokrywające ją cudownie wykonane płaskorzeźby przedstawiające sceny z mitologii hinduskiej, których dokładne przestudiowanie może zająć kilka godzin. Mnie jednak bardziej zainteresowały inne świątynie – ozdobiona setkami uśmiechniętych twarzy Bayon oraz opierająca się atakującej dżungli Ta Prohm… Ilekroć przychodzi mi zwiedzać któryś z pomników ludzkiej kreatywności zawsze towarzyszą mi ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest to oczywisty zachwyt nad unikalnością danej kultury oraz pomysłowością, wytrwałością i zdolnością organizacji jej przedstawicieli potrafiącą zrodzić takie architektoniczne arcydzieła. Z drugiej jednak czuję coś na kształt wstrętu, kiedy pomyślę o tym jakim nakładem niewolniczej pracy zostało to stworzone. Setki tysięcy ludzi (a w skali światowej miliony) musiały poświęcić swoją wolność oraz nierzadko życie, aby spełnić zachcianki kilku megalomanów…

 

DSCF0398

 

Jako, że na okres mojego pobytu w Siem Reap przypadały obchody chińskiego Nowego Roku, które są tu niemal równie hucznie celebrowane jak w Państwie Środka, to udało mi się być świadkiem kilku ciekawych wydarzeń. Należały do nich „walki smoków” odbywające się przed lokalnymi restauracjami przy akompaniamencie bębnów i huku petard, służące zapewnieniu restauratorom pomyślności w nadchodzącym roku oraz parada wielkich kukiełek-lampionów, która w towarzystwie tysięcy gapiów przemaszerowała przez centrum miasta (w tym drugim przypadku nie jestem pewien, czy była ona stricte związana z obchodami Nowego Roku).

 

DSCF0317

 

Po Siem Reap przyszła pora na Phnom Penh. Trasa przejazdu należała do raczej nieciekawych, ponieważ Kambodża jest w przeważającej mierze krajem nizinnym, a o tej porze roku w dodatku mocno wysuszonym, w związku z czym krajobraz widziany z okna autobusu szybko powszednieje. Interesujące są natomiast drogi, które przywodzą na myśl sytuację znaną z polskich autostrad, kiedy wykonawcy za dnia budowali a nocami rozbierali i zastępowali droższy materiał tańszym. Tutejsze drogi wyglądają jednak, jakby proceder ten zakrojony był na szerszą skalę, ponieważ co rusz brakuje całej nawierzchni. Przedstawia się to w uproszczeniu tak, że droga zmienia się z asfaltowej w szutrową i na odwrót z zadziwiającą regularnością – 100 metrów asfaltu, 100 metrów szutru, 100 metrów asfaltu, 100 metrów szutru….. Po „trzęśliwym” dotarciu do stolicy zostałem momentalnie przyatakowany przez hordy tuk-tukowców kręcących się jak sępy wokół dworców autobusowych. Phnom Penh przypomina pod względem ich natarczywości Indie, ponieważ nie sposób jest przespacerować pięciu minut bez zaczepnego „hello, tuk-tuk?”. Ciekawie natomiast wyglądają ich pojazdy, czyli skutery z (niekiedy bogato zdobionymi) przyczepkami będące niejako skrzyżowaniem tuk-tuka z rikszą. Wydaje mi się nawet, że jeden z kierowców określił je mianem „tukszy”.

 

DSCF0712

 

Wędrowanie ulicami miasta zdecydowanie do nudnych nie należy. Nie dość, że samo lawirowanie pomiędzy przechodniami i skuterami pochłania większość naszej uwagi, to jeszcze co chwila pojawiają się okazje do nawiązania konwersacji. A to tuk-tukowiec zaczepi z ofertą przejazdu, a to prostytutka przedstawi jednym tchem swoją ofertę („sleep, massage, boom-boom?”) lub każdy kolejny, mało kreatywny naciągacz zagai nas tym samym tekstem ( „- skąd jesteś? – Z Polski. – Aaa, Warszawa…moja siostra jedzie tam na studia…”). Początkowo wszystkich rozmówców szybko zbywałem, jednak kiedy się już do tego przyzwyczaiłem to trochę z nudów, a trochę dla draki zacząłem wdawać się z nimi w dyskusję lub nawet sam ich zaczepiałem podjeżdżając do kierowcy tuk-tuka na skuterze i krzycząc „hello! Tuk-tuk?” lub pytając naciągacza czy jego siostra przypadkiem nie studiuje w Warszawie, bo chyba ją znam… I za każdym razem okazywało się, że są to bardzo zabawni i sympatyczni ludzie, którzy jedynie z racji swojego zawodu wydają się na pierwszy rzut oka upierdliwi – uniwersalne w gruncie rzeczy zjawisko…

 

DSCF0698

 

Główną „atrakcją” Phnom Penh są położone na obrzeżach miasta Pola Śmierci, czyli miejsca masowych mordów dokonanych przez Czerwonych Khmerów w latach 1975-1979. Gdy zainspirowany rewolucją kulturalną w Chinach Pol Pot i jego towarzysze przejęli władzę, szybko zabrali się za wprowadzanie własnej wizji ładu oraz eliminację ludzi nie wpisujących się w ich koncepcję raju na ziemi. Ponad 2 miliony ludzi zostało przymusowo wysiedlonych z miast i przeniesionych na wieś, aby stworzyć nowe, „lepsze” społeczeństwo. Ci którzy nie nadawali się do re-edukacji oraz potencjalni wywrotowcy (czyli praktycznie wszystkie osoby, które wykształceniem bądź inteligencją górowały na przeciętnym chłopem) byli przesłuchiwani, torturowani a następnie wysyłani na stracenie. Aby oszczędzać cenną amunicję podrzynano im gardła lub tłuczono bambusowymi kijami, a małymi dziećmi, trzymanymi za nogi, uderzano o drzewa, aby roztrzaskać ich czaszki. Wrzaski konających zagłuszano dobiegającymi z głośników pieśniami sławiącymi rewolucję… Szacuje się, że w wyniku czystek przeprowadzonych przez Czerwonych Khmerów zamordowano około dwóch milionów ludzi, co stanowi 25-30% mieszkańców ówczesnej Kambodży. O towarzyszącym oprawcom toku rozumowania najlepiej świadczą ich powiedzenia: „Lepiej przez pomyłkę zabić niewinnego, niż przez pomyłkę wypuścić wroga”, „ten kto protestuje jest wrogiem, ten kto się sprzeciwia jest trupem” lub „żaden pożytek z utrzymania przy życiu, żadna strata ze śmierci”…. Procesy przywódców Czerwonych Khmerów toczą się do dziś, jednak prawdopodobnie niewielu z nich dożyje odczytania wyroku. Oprócz nich są jeszcze setki lub tysiące ówczesnych katów, którzy nigdy nie usłyszą zarzutów. Znajomość tej tragicznej historii miała ogromny wpływ na całość mojego pobytu w Kambodży, ponieważ przechodząc obok kolejnego, starszego pana, nie sposób nie zastanowić się czy mijana przez nas osoba jest jedną z ofiar, czy może jednym z morderców…

 

DSCF0643

 

Po stolicy postanowiłem pojeździć nieco po południowej okolicy. Zawitałem więc w imprezowym Sihanoukville (gdzie woda w morzu ma temperaturę wyższą od temperatury powietrza), w rybackim Kep (gdzie pożerałem świeżo wyłowione kraby) oraz w słynącym z uprawy pieprzu, kolonialnym Kampot wraz z wybudowanym na sąsiadującym wzgórzu, opuszczonym miasteczkiem Bokor, dokąd Francuzi uciekali przed upałem i prawdopodobnie również nudą, ponieważ postawili tam sobie kasyno. Po nieco ponad dwóch tygodniach spędzonych w Kambodży postanowiłem ewakuować się do Wietnamu, ponieważ nie mogłem się już doczekać zaplanowanej podróży motocyklowej z Sajgonu do Hanoi. Postaram się wkrótce (czyli jeszcze w tym miesiącu !) coś na ten temat napisać.

Cześć.

 

FacebookPinterestTwitterGoogle+

5 Odpowiedzi

  1. Ale piękne kowadło! Mogło by iść prosto do podręcznika meteorologii. Cumulonibus capillatus incus. Jak mówi prastare żeglarskie przysłowie:
    Cumulonibus na niebie
    Pogoda się zepsuje.

    Mam nadzieję, że w porę uciekłeś.

  2. Nie wpadnij czasem na pomysł jazdy tym ich motorem przez całą Azję 🙂

  3. hmm… te pluskwy to arcynieprzyjemna sprawa…dziwne że nikt z tubylców jeszcze ich nie zeżarł bo ponoć smaczne…a poza tym wesoło-tuk tuk,boom boom…

  4. Piotr! POCZTÓWKI (I KOPRTY 🙂 Z AZJI TO NAJPIĘKNIEJSZE POCZTÓWKI JAKIE KIEDYKOLWIEK DOSTAŁAM ! (duuuużymi zgłoskami), dzięki za to :*

Zostaw Komentarz