Kolkata

Kolkata

wpis w: Indie | 601

Dawna stolica Indii Brytyjskich sprawia wrażenie miasta lepiej zorganizowanego od tych, które miałem przyjemność odwiedzić wcześniej. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że pod koniec XVII wieku była jeszcze wioską i dopiero Brytyjczycy wzięli się za jej rozbudowę według określonego planu. Centrum zdominowane jest przez masywne budynki architektury kolonialnej poprzecinane szerokimi alejami i ulicami. Niestety nawet szerokie drogi nie są w stanie poradzić sobie z dziesiątkami lub setkami tysięcy pojazdów przemierzających je każdego dnia, dlatego też całe miasto stoi w korkach. Na szczęście istnieje jeszcze metro, które mimo że posiada tylko jedną linię to pozwala dotrzeć do najciekawszych części Kolkaty.

 

Playboy Champs !

 

Chcąc zakupić w metrze żeton na przejazd trzeba się czasem ostro pchać do okienka, bo z tego co zauważyłem w Indiach „kolejka” jest pojęciem abstrakcyjnym. Ludzie cisną się ze wszystkich stron, tak jakby matka India miała za mało cycków, aby wykarmić swoje liczne potomstwo. Ja, jak każdy Polak, który oczekiwanie w kolejce ze stoickim spokojem wyssał wraz z mlekiem matki, miałem początkowo problemy z odnalezieniem się w tej sytuacji. Szybko jednak, przypomniawszy sobie o polskich babciach na dworcach PKS, które również nie wykazują się specjalną cierpliwością i niczym tajski bokser torują sobie łokciami drogę do autobusu, nabrałem pewności siebie i zacząłem zręcznie dopychać się do różnego rodzaju punktów powszechnego zainteresowania. Dawało mi to też okazję do bliższej obserwacji Hindusów i na przykład zauważyłem, że panowie nierzadko przedkładają długie paznokcie nad krótkimi oraz że wąs cieszy się u nich szaloną popularnością (to już spostrzegłem pierwszego dnia po przylocie).

 

Ku czci Królowej Wiktorii

 

Spacer ulicami Kolkaty należy do stosunkowo łatwych i przyjemnych. Z rzadka byłem zaczepiany, mało kto na mnie trąbił, nie wdepnąłem w żadne gówno (krowy mają zakaz wstępu do centrum, psy też się gdzieś pochowały). Wszystkie ulice są oznakowane, więc nie ma raczej problemu z odnalezieniem drogi, chociaż jeżeli korzystamy ze starych przewodników to mogą nas zmylić ich zmienione nazwy. Miasto tak jak i reszta Indii stara się odciąć od czasów kolonialnych i zmienia nazwy ulic i placów na bardziej swojsko brzmiące. Nawet sama Kolkata nie tak dawno temu była dobrze wszystkim znana jako Kalkuta…

 

Ambassador-owie Kalkuty

 

Uroku tej indyjskiej metropolii dodają wszechobecne taksówki – stare Hindustany Ambassador. Widok tych żółtych klasyków sunących szerokimi alejami wydaję się być tak nieodłącznym elementem tutejszego krajobrazu jak widok amerykańskich krążowników z lat 50. na ulicach Hawany. Momentalnie przypomniał mi się zeszłoroczny (pierwszy w życiu!) urlop. Tutejsi kierowcy niezwykle je cenią ze względu na ponadprzeciętną wytrzymałość – podobno większość stłuczek kończy się jedynie wymianą zbitego reflektora. Niestety, jak pierwsze prawo pesymistów głosi: wszystko co dobre, szybko się kończy. W tym wypadku może nie tak szybko, ale jednak się skończyło – w 2014 roku zaprzestano ich produkcji, a istniejące egzemplarze, ze względu na zanieczyszczenie powietrza, mają być stopniowo zastępowane przez samochody bardziej przyjazne środowisku. Podejrzewam jednak, że minie jeszcze trochę czasu zanim to nastąpi, więc kierowcy taksówek mogą póki co dalej wesoło pędzić ulicami miasta i brać na maskę któregoś z przebiegających amatorów krykieta bez obaw o wgniecenia w karoserii. A o takich tu nie trudno, ponieważ Kolkacianie są ogromnymi miłośnikami tego sportu i nawet brak odpowiedniej infrastruktury nie jest w stanie stanąć im na „drodze”. O ile mniejsze i mniej ruchliwe uliczki można uznać na pełnoprawne boiska do gry, na których nic nie zakłóca rozgrywek, o tyle szerokie aleje zamieniają się w nie raz po raz, na krótkie chwile, kiedy psujących zabawę kierowców zatrzymuje czerwone światło. Czerwone światło dla ruchu ulicznego = zielone światło dla krykieta. Tutaj życie nie staje w miejscu.

 

"Ulice są nasze!" - Krykieciarze...

 

Skoro już skupiłem się w tym wpisie na transporcie miejskim, to aby dopełnić obrazu muszę wspomnieć jeszcze o rikszach ręcznych (nożnych?), którym również pisane jest odejście w niepamięć, ponieważ władzom miasta (i nie tylko) nazbyt kojarzą się z brytyjskim kolonializmem. Wydaje się, że ci usługodawcy mają najbardziej „przechlapane” z powodu trudności z pozyskaniem klienta zagranicznego. Z jednej strony niejeden białas by sobie strzelił fotkę jak panicz wieziony przez rikszarza pociągowego, a z drugiej… jednak trochę nie wypada. Skutkiem tego przedstawiciele tej najniższej kategorii przewoźników spędzają większość dnia oparci o swoje butwiejące rydwany, spoglądając na przechodzących turystów w nadziei, że w którymś z nich obudzą się lordowskie ciągoty.

 

"Może Pan, Milordzie?"

 

No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o Indie. Na koniec jeszcze polecam skosztować słodyczy, z których Kolkata słynie – niebo w gębie. Potrzeba silnej woli, aby opuścić miejscową cukiernię przed spróbowaniem wszystkiego co ma w ofercie !

 

Share

601 Odpowiedzi

  1. Ależ to wszystko ładnie napisane, mniami.

  2. zdjęcie różowe- zamawiam!

  3. przyzwyczajony do Kalut ,Bombajów z trudem akceptuję zgoła niezrozumiałe zmiany…taksówki są świetne…coś na ostro lub kwaśno też tam jest w tej Cukierni
    🙂 ?

    • Piotr Winiarski

      W cukierni same słodkości, natomiast istnieją sklepy specjalizujące się w chipsach i słonych/ostrych przekąskach. Mają ich setki rodzajów, np. super przyprawione chipsy bananowe, ananasowe, papryczki chilli oraz inne przysmaki, których nie byłem w stanie zidentyfikować…

  4. A,propos zmiany nazw . Zbyt często były one narzucone przez kolonizatorów, więc zmiany są naturalne. Co by to było, gdybyśmy dalej używali nazwy Hitlerstrasse. Nie może też przebić się do nienadużywania nazywania mieszkańców Indii hindusami lecz Indusami, gdyż nie każdy jest wyznawcą hinduizmu, chociaż faktem jest, że około 920 tysięcy ludzi to wyznawcy tej szeroko pojętej grupy religijnej hinduizmu , a właściwie sanatanadharma (odwieczny porządek). Hinduizmu to też nazwa narzucona bodajże przez Angoli.
    Pozdrowionka Piotrze (jesteś na ziemiach jednej z najstarszych cywilizacji w historii gatunku h.s. )

Zostaw Komentarz