Turystyczne Tsunami

Turystyczne Tsunami

wpis w: Tajlandia | 4 206

Mając w pamięci rajskie krajobrazy Tajlandii znane z takich filmów jak „Niebiańska plaża” czy „Człowiek ze złotym pistoletem” uznałem, że kraj ten potraktuję jako swojego rodzaju przystanek w mojej podróży i spędzę nieco więcej czasu na jednej z tutejszych wysp, aby się porządnie „wywczasować”. Realizację tego planu rozpocząłem w mało sprzyjającym wypoczynkowi miejscu, czyli w tętniącym życiem Bangkoku, a dokładniej na ulicy Khao San – jego najszybciej pulsującej arterii. W tym niezwykle popularnym wśród turystów miejscu, będącym mieszanką stoisk z ubraniami, gadżetami, jedzeniem i gęsto upakowanymi klubami produkującymi tunele dźwiękowe, w które wpadamy przeciskając się wśród ludzkiego gąszczu, zabawa każdego dnia trwa w najlepsze. Dlatego też uznałem, że będzie się ono idealnie nadawać na spędzenie nadchodzącego sylwestra. Jak się okazało pomysł mój należał do mało oryginalnych i w rezultacie wieczór noworoczny na Khao San wyglądał „koncertowo” – ścisk, pot i mdlejący imprezowicze.

 

Leniuchujący Budda

 

Wieczorne wyjścia na ulicę odbijały się negatywnie na dziennych wędrówkach po mieście, dlatego po wizycie w Bangkoku pozostał mi pewien niedosyt. Niby obskoczyłem kilka świątyń, obejrzałem paru „Buddów” i podjadłem co nieco u ulicznych kucharzy, jednak ciągle miałem wrażenie, że poruszam się wyłącznie w rejonach turystycznych (jak się później okazało wrażenie to nie opuściło mnie przez większość pobytu w Tajlandii). Widok starszych Europejczyków i Amerykanów spacerujących lub posilających się w towarzystwie młodych Tajek należał do codzienności i utwierdzał stereotyp Bangkoku jako centrum światowej seksturystyki. Na mezalianse swoich poddanych spogląda wyrozumiale z gęsto rozwieszonych portretów król Bhumibol Adulyadej – człowiek o niemalże boskim autorytecie, którego obraza może grozić wieloletnim więzieniem. A wszystko to odbywa się w rytm hymnu narodowego, który każdego dnia o 8.00 i 18.00 stawia mieszkańców Tajlandii na baczność, tworząc swojego rodzaju pauzę w tym zapętlonym filmie akcji.

 

Girls just want to have fun

 

Po Bangkoku przyszła kolej na wyspę Phuket, która miała być moją oazą spokoju, a która okazała się jeszcze większym turystycznym bagnem. Udałem się tam z zamiarem spędzenia dwóch tygodni wypełnionych nadmorskim relaksem, wylegiwując się w hamaku wśród kokosowych palm i zajadając się owocami morza oraz urozmaicając czas treningami tajskiego boksu. Niestety napotkana rzeczywistość znacznie odbiegała od moich oczekiwań – „relaks” na plaży odbywał się w towarzystwie tysięcy przybyszów z północy, owoce morza nie zachwycały aż tak jak to sobie wyobrażałem, a Muay Thai nie miało nic wspólnego z łamaniem bambusów znanym z „Kickboxera” (z tym ostatnim to pewnie i dobrze, bo skoro w komercyjnej wersji uszkodziłem sobie palec u stopy, to zapewne przy bambusowej wracałbym do domu w gipsie po szyję). Tak jak narkoman rozczarowany otaczającym go światem chwyta za igłę, a alkoholik za butelkę, tak ja chwyciłem za talerz i wszystkie smutki pogrzebałem wśród kopców ryżu i kłębów makaronu. Na wynajętym skuterze przemierzałem wyspę w poszukiwaniu knajpek i ulicznych sprzedawców, którzy byliby w stanie poskromić mój rosnący apetyt. Najgorsze były soboty i niedziele, kiedy na zamykanych dla ruchu samochodowego drogach rozstawiali się straganiarze oferujący tak różnorodne potrawy i przekąski, że nie sposób było wszystkiego spróbować. Wielbicielom owoców morza zapewne spodobałyby się uliczki, gdzie po jednej stronie były rozstawione stoiska, na których rodziny rybackie sprzedawały świeżo wyłowione i jeszcze żyjące wodne stwory, a po drugiej znajdowały się restauracje, do których można było zanieść zakupioną przed sekundą rybę czy kraba celem przyrządzenia…

 

Łodzie rybackie

 

Moja awersja do wszechobecnych turystów osiągnęła apogeum podczas jednodniowego rejsu na wyspy Phi Phi, którego głównym punktem była wizyta w zatoce Maya – jednym z planów zdjęciowych do filmu „Niebiańska plaża”. Nie wiem skąd się wzięło we mnie to naiwne przekonanie, że oprócz pasażerów mojej łodzi na plaży nie będzie nikogo, jednak prysło ono błyskawicznie w momencie, gdy oczom mym ukazała się chmara motorówek zacumowanych przy plaży lub pływających w kółko jak stado rekinów w oczekiwaniu na wolne miejsce przy brzegu. Z motorówek tych wyskakiwali turyści, którzy skwapliwie wykorzystywali przydzielone im kilkadziesiąt minut wolnego czasu na zrobienie paru „selfie” oraz krótką kąpiel w morzu, po czym ponownie ładowali się na pokład, aby zrobić miejsce dla kolejnych chętnych. Cały ten spektakl spowodował, że bezsprzecznie przepiękna zatoka zupełnie straciła swój urok i w niczym nie przypominała ukazanego w filmie raju na ziemi…

 

Przękąski na patyku

 

Wspaniale było sobie dla odmiany trochę ponarzekać. Tym bardziej klasycznie, iż w gruncie rzeczy wydawałoby się, że nie było po temu aż tak dużego powodu (człowiek z Polski wyjdzie, ale Polska z człowieka nigdy…). Na zakończenie tego pesymistycznego wywodu dodam, że ostatnie kilka dni na południu Tajlandii spędziłem bardzo przyjemnie w odwiedzinach u Maćka i Miki wypoczywających na Ko Samui. Super jest spotkać znajomych po dwóch miesiącach w podróży.

 

Share

4 206 Odpowiedzi

  1. Niby pesymistyczny wywód ale mnie jednak rozśmieszyło kilka fragmentów (chyba taki był ich cel 🙂 )
    Oglądamy zdjęcia, raju jak tam pięknie – a może by tak Panie Piotrze jakiś krótki film nakręcić aparatem i dać np.na Vimeo, żebyśmy mogli ‚zajrzeć’ do tego świata jeszcze bardziej?
    Pozdrawiamy,
    Magda, Sław, Dari, Mateo

  2. Zdjęcia jak zwykle super.Szkoda że nie ma żadnego zTobą w roli pogromcy Tajów przed kontuzją stopy.Czy miejscowi wpuszczają turystów do świątyń Buddy i jak tam jest w środku? Pozdrawiamy.

  3. ZIGGY Z KUTNOWSKIEGO SOHO

    „Na mezalianse swoich poddanych spogląda wyrozumiale z gęsto rozwieszonych portretów król Bhumibol Adulyadej”
    :DDDD
    uwielbiam!!!

  4. Phi,phi-nie byle jaki relax i jeszcze te „żyjące wodne stwory”:-)

  5. Phi,phi-nie byle jaki relax i jeszcze te „żyjące wodne stwory”:-)

  6. mnie to dzisiaj zaczepili pod klatkowską, to im powiedziałem, że jak wróci mój szwagier to będą musieli szukać piszczeli na Ciołkowskiego,
    i poskutkowało:)

Zostaw Komentarz